Certyfikat językowy nie zamknie za Ciebie kontraktu z klientem z Singapuru
Certyfikat językowy potwierdza wiedzę, ale nie gwarantuje skuteczności w rzeczywistych rozmowach biznesowych. Dowiedz się, dlaczego certyfikaty i kompetencje komunikacyjne to nie to samo.
Read in English
Certyfikat językowy potwierdza, że pracownik zdał egzamin.
🔸 Weźmy na przykład skalę CEFR – nie potwierdza ona, że handlowiec będzie potrafił skutecznie przeprowadzić rozmowę sprzedażową z klientem z Singapuru.
To rozróżnienie kosztuje wiele firm więcej, niż im się wydaje.
Firmy inwestują w kursy językowe, po których pracownik zdobywa certyfikat. Automatycznie zakłada się wtedy, że będzie swobodnie rozmawiał z klientami z USA, Azji czy Europy Zachodniej.
Nadchodzi spotkanie i nagle: nowa twarz. Inna kultura. Presja. Nieprzewidywalne pytania.
💡 Certyfikat nie prowadzi rozmowy. Daje podstawowe potwierdzenie znajomości języka w warunkach egzaminacyjnych. Certyfikat jest dowodem wiedzy, natomiast rozmowa biznesowa jest sprawdzianem zachowania i działania. To nie to samo.
Można znać słownictwo, rozumieć gramatykę i bez problemu zdać egzamin, a jednocześnie unikać zabierania głosu podczas spotkania, odpowiadać zdawkowo lub oddawać inicjatywę komuś innemu.
Dlatego jednym z najczęstszych błędów, jakie obserwuję w firmach działających międzynarodowo, jest traktowanie certyfikatu jako miary gotowości pracownika do reprezentowania firmy podczas rozmów z zagranicznymi klientami.
Certyfikat pokazuje, co ktoś wie. Rozmowa sprzedażowa pokazuje, co ktoś potrafi zrobić pod presją. Między tymi dwoma obszarami często istnieje znacznie większa różnica, niż większości firm się wydaje.
➡️ Czy zdarzyło Ci się wysłać pracownika z certyfikatem na spotkanie z zagranicznym klientem, a później odkryć, że sam certyfikat nie wpłynął na jego zachowanie podczas rozmowy?
➡️ Jakie były Wasze doświadczenia?